28 gru 2013

Absolutnie niekosmetycznie

Witajcie Kochani w ten poświąteczny, sobotni wieczór. Pisząc to dwa razy zastanowiłam się jaki mamy dziś dzień :-) Taka drobna naleciałość po pięknej świątecznej atmosferze spędzonej w zatraceniu czasu...
Ten wpis nie będzie zobrazowaniem moich Świąt, moich prezentów ( za które pięknie dziękuję wszystkim Mikołajom) a takim luźnym postem wyrażającym moje odczucia.
W moim towarzystwie jest gorąca kawa z czekoladą i urokliwy stroik z aromatyczną świecą Yankee Candle, która umila mi ponure dni już od dosyć dawna...



...oraz wspaniała książka, którą stricte otrzymałam właśnie w Święta.




Z racji tego, że ostatnio bardzo trudno jest mi wygospodarować czas dla samej siebie, właśnie dziś korzystając z wolniejszej okazji zabrałam się za studiowanie tej pozycji. Aktualnie znajduję się za połową i to co czuje się czytając tą książkę, jest trudne do zobrazowania i ubrania w słowa. Polecam ją każdemu kto przeżywa różnorodne rozterki, kto szuka ukojenia, nadziei  pewnego rodzaju wiary. Wydawać by się mogło, że takich książek jest wiele. Nie, Kochani. Jestem molem książkowym, przeczytałam ich sporo, w podobnej tematyce do tej- również. Ale z ręką na sercu mogę powiedzieć, że ta jest wyjątkowa. Być może odbieram ją tak dlatego, że jestem aktualnie w wyjątkowym dla mnie czasie. Spotkało mnie wiele sprzeczności w ostatnich tygodniach, co również w pewnym sensie tłumaczy moje milczenie na blogu. Mnie ta książka nie jest potrzebna do odnalezienia swojego sensu i nadziei, bo już to odnalazłam, choć jest to powiedziane odrobinę górnolotnie. Mam marzycielską duszę, trochę samotniczą i kiedy wertuję poszczególne strony, odnajduję pewnego rodzaju ukojenie, co jest zrozumiałe tylko dla ludzi o podobnej wrażliwości, nie ujmując tutaj absolutnie nikomu. 
Czytając ją, zastanawiam się jak Bóg kieruje naszymi losami, żeby prowadzić Nas w sprzeczności, ból i smutek jest łączony ze szczęściem, spokojem i beztroską. Jest to tak irracjonalne, a jednak prawdziwe. Mijające Święta spędziłam praktycznie tak jak spędzam Święta każdego roku, a jednak były inne. Wyjątkowe. I wierzę głęboko, że Wasze również takie były. Bo każdy z Nas ma swoje osobiste powody, drobne rzeczy, które są tylko Nasze i to właśnie one nadają wyjątkowy charakter Naszych dni.
"Dotknąć nieba" nie zmusza Nas do przemyśleń, ale prowadzi do tego, zachęca i kieruje. Kiedy dokończę ją, będę wielce wyczekiwać kolejnej części "Dzienników pisanych w drodze". Dlaczego? Bo tak jak jest napisane, "Dotknąć nieba" ma wymiar duchowy i jest to coś czego oczekuję i co jest mi bliskie.

Kochani, nie wiem czy będzie mi dane zajrzeć tu jeszcze przed końcem Starego Roku. Ale już dziś chcę Wam przekazać moje noworoczne życzenia dla Was wszystkich, którzy nadal lubią tutaj zajrzeć. 
Życzę Wam abyście kierowali swoim życiem według swoich zasad, niezależnie od tego jakie one są. Dbajcie o zdrowie, bo to najważniejsze dobro. Kierujcie się sercem, ale nie zapominajcie o odrobinie głosu rozsądku. I wierzcie. Każdy z Nas wierzy w coś lub kogoś, niech to będzie mentorem na nadchodzący 2014 rok. Pamiętajcie : "(...) Cokolwiek w życiu robisz, nie ma to większego znaczenia, ale ważne jest, żeby to zrobić, bo nikt inny nie zrobi tego za Ciebie(...)"
Całuję Was gorąco, bawcie się szampańsko w Sylwestrową Noc i do zobaczenia wkrótce :-*:-*:-*

5 komentarzy:

  1. Bardzo ładny stroik :)
    Dziękuję za życzenia.
    Wszystkiego dobrego!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczny stroik!
    A książka prezentuje się rzeczywiście interesująco :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak w zyciu juz jest "raz na wozie, raz pod wozem..." Sama doświadczyłam tego nie raz. Wszystkiego dobrego w 2014 roku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci serdecznie :-) Oby dla Nas wszystkich ten nadchodzący był jak najbardziej spełniony :-)

      Usuń

Dziękuję pięknie za odwiedziny i każdy pozostawiony komentarz.
Możecie być pewni, że odwiedzę Wasze blogi.