26 paź 2014

Test - Pogrubiający tusz do rzęs, Sexy Pulp, Yves Rocher

Cześć Kochani,
w dzisiejszym poście głównym bohaterem będzie tusz Sexy Pulp, z którym mam do czynienia od kilku tygodni, zakupiłam go pod wpływem dobrych recenzji, oraz z polecenia, mimo, iż do codziennego makijażu cały czas używam tylko Sumptuous EL to chciałam wypróbować coś innego. Trafiło na Sexy Pulp.

Wizualnie tusz wypada dobrze, całkiem przyzwoite dla oka opakowanie, choć wiadomo, że to zawartość głównie Nas interesuje. Cóż mamy w środku?


Gruba szczoteczka, raczej typowa dla tuszy pogrubiających, dzięki fajnemu wyprofilowaniu wnioskowałam, że będzie dobrze rozdzielać rzęsy. Muszę dodać, że też się jej troszeczkę obawiałam, bo jej rozmiar jest duży, nie jestem posiadaczką długiej, gęstej firanki rzęs i moje obawy były uzasadnione.
Efekt na rzęsach?

Podsumowując, nie jestem zadowolona z tego tuszu, to nie jest tak, że użyłam go raz i odstawiłam w kąt, bo coś tam mi nie zagrało. Spodziewałam się dużo lepszego rozdzielenia moich rzęs, tego spektakularnego pogrubienia, a jak widać niestety troszeczkę skleja i wygląda to niefajnie, szczególnie przy nakładaniu drugiej warstwy.
Teraz czekam aż podeschnie, może to zaważy na jego działaniu, bo póki co jest słabo.
Tusz odbija się na górnej powiece i zdarza mu się rozmazać ( wiem, że nie jest wodoodporny, ale mimo wszystko). Pod koniec dnia kruszy się i jest to bardzo nieestetyczne.
Maskara ma na pewno piękny odcień czerni, ale to chyba nie o to w tym wszystkim chodzi.
Wracam z podkulonym ogonem do Sumptuous, jedyny tusz, który chcę jeszcze przetestować w najbliższym czasie to High Impact Cilinique i wtedy zobaczymy czy mój ulubieniec znajdzie swoje godne zastępstwo :-)
A jaki jest Wasz ukochany tusz do rzęs, który nigdy Was nie zawiódł?

11 komentarzy:

  1. Szkoda, że ten tusz okazał się być bubelkiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może u kogoś innego sprawdziłby się znakomicie, ja niestety jestem niezadowolona!

      Usuń
  2. szkoda że sie nie sprawdził, tym bardziej że do najtańszych nie należy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aga,to ja mam niespodziankę dla Ciebie-miniaturkę High Impact Clinigue,którą dostałam w ramach tegorocznej wrześniowej akcji w Sephorach-wymień stary tusz na miniaturkę High Impact:-) mam 3te miniatury to jedną Ci przekażę. Leży nieużywana od wrześnía :-D Kama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Clinique of kors:-) piszę z tel i stąd możliwe byki :-D

      Usuń
    2. Jesteś nieoceniona! Jak ja Ci się odwdzięczę? :-) A u Ciebie jak się sprawuje High Impact?

      Usuń
  4. Może być,ale dla mnie szału nie ma,choć nie jest źle. Ja uwielbiam mieć długieee rzęsy a on mi ich AŻ tak nie wydłuża jakbym chciała :-P ale ładnie pogrubia i zagęszcza rzęsy,nie robi owadzich nóżek,więc zależy kto czego oczekuje. U mnie po prostu mały minus za brak wydłużenia :-D Kama

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, tym bardziej nie mogę się doczekać własnych testów, tyle się o nim naczytałam, że głowa mała!

      Usuń
  5. Mialam go kiedys, tusz jak tusz. U mnie szalu nie robil;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego zastanawiałam się skąd on ma tyle zachwytów nad sobą w sieci, przecież on jest bardzo przeciętny!

      Usuń

Dziękuję pięknie za odwiedziny i każdy pozostawiony komentarz.
Możecie być pewni, że odwiedzę Wasze blogi.